poniedziałek, 1 grudnia 2014

Rozdział 35 " Randka z księciem część 2-ostatnia."

Sara czekała dość długo na Chakę, już była pewna że lwiątko pewnie ma dużo na głowie i nie znajdzie dla niej chwili czasu. Na jej pyszczku pojawił się uśmiech wywołany ujrzeniem księcia, który wspinał się po skałkach na czubek Lwiej Skały, wybiegła mu  na spotkanie.
- Chaka!- Krzyknęła uradowana. Pomarańczowe lwiątko było trochę zdziwione pojawieniem się nowej koleżanki w jego domu. Uśmiechnął się do niej.
- Cześć Saro, miło cię znowu zobaczyć.- Przywitał się z lwiczką - Ale to ja miałem przyjść po ciebie.
- Wybacz, ale nie mogłam dłużej czekać, ciekawość mnie zżerała jak to jest na czubku Lwiej Skały.- Powiedziała ostrożnie.
- Dzisiaj  już nie zobaczymy wschodu słońca, ale zachód na sto procent.- Odparł.- Najpierw zapraszam cię na obiad, moja mama upolowała dużą zebrę starczy dla wszystkich. - Uśmiechnął się.
- Dziękuję! - Krzyknęła uradowana szara.

*

Makali leżał w ciemnym więzieniu oko powoli goiło się i krew nie ciekła już z niego. A  to wszystko dzięki Sheshu, która użyła magicznych mikstur by go uzdrowić. Chokaa cały czas była przy bracie. Gdy lew się obudził uściskała go serdecznie.
- Braciszku tak się bałam.- Pisnęła.
- Już dobrze. - Lew objął ją łapą i spojrzał na stojącą obok Sheshru. - Tobie też dziękuję. - Szepnął w jej kierunku.
- To był mój obowiązek, dlaczego przerwali przesłuchanie?- Zapytała zaciekawiona.
- Do Jive podeszła taka różowa lwica z dziwnymi znakami na ciele.- Odparł beżowy.
- To Mateso* - Mruknęła Sheshru. - Ona jest siostrą tego tyrana.
- Tyle to wiem, a czy ona też jest groźna?- Zapytał.
- Trochę mniej, ale też potrafi być okrutna, uwierz mi wiem coś o tym.
- Sheshru kiedy oni nas wypuszczą?- Zapytała Chokaa.
- Skarbie. Oni mogą was tutaj trzymać długo.- Westchnęła.
- Chokaa uspokój się.- Upomniał ją Makali.
- Nie krzycz na nią. - Krzyknęła Sheshru. - Te lwy mogą ją zabrać na przesłuchanie. Widziałam kilka razy jak znęcali się nad lwiątkami.- Zamknęła oczy bardzo nie lubiła o tym wspominać. Do lwicy podszedł Makali objął ją serdecznie łapą.- My się im tak łatwo nie damy.- Uśmiechnął się do niej blado.
- Dziękuję, jesteś dobrym lwem.- Lwica speszyła się trochę zachowaniem lwa i odsunęła się od niego.
-Dlaczego przerwałaś mi przesłuchanie!!!- Warknął Jive w grocie przesłuchań.
- Chciałeś go zabić! A wiesz, że on nam jest potrzebny!- Powiedziała głośno Mateso.
- Dobrze o tym wiem! Chciałem go złamać by wszystko powiedział co wie!- Warknął groźnie.
- Wiem, że nie możesz już słuchać o Ramonie.- Powiedziała ostrożnie.- Kochałeś ją, a ona wybrała kogoś innego.- Dokończyła.
- Jakim prawem mi to wypominasz!- Lew wpadł w szał. Zaczął zbliżać się niebezpiecznie do siostry. - Ile razy cię o to prosiłem? - Złamałaś zasadę!- Jive wskoczył na nią i zaczęli się szarpać.


*


Tymczasem na Lwiej Skale dwójka lwiątek spinała się na szczyt. Droga nie była łatwa do pokonania spieszyli się, bo zaraz słońce miało się schować. Chaka co jakiś czas musiał pomagać lwiczce. Zdyszani i zmęczeni wreszcie stanęli na czubku Lwiej Skały. Wiał mocny wiatr i targał im grzywki. Sara była oczarowana pięknym widokiem całej Lwiej Krainy usiadła na krawędzi skały i wpatrywała się w dal.
- I jak? Podoba się?- Zapytał Chaka wpatrując się w niebieskie oczy lwicy.
-I to bardzo. Dziękuję.- Szepnęła.
Pomarańczowe lwiątko usiadło obok koleżanki. Wyglądała tak pięknie w świetle zachodzącego słońca. Wiatr powiewał jej szarą grzywką. Książę Lwiej Ziemi zakochał się w szarej lwiczce.
- Umm Saro.- Zaczął.
- Tak?- Odparła cicho.
- Wiesz, bo ja bardzo ci dziękuję za uratowanie mi życia.- Wystękał po chwili.
- Zapomniałeś?! Dziękowałeś mi już kiedyś za to.- Zaśmiała się.
- No tak, ale jeszcze raz ci dziękuję.- I szybkim ruchem ucałował lwiczkę w policzek.
- Oj Chaka!- Szara zaczerwieniła się i spuściła łeb na dół.
- Chciałem cię jeszcze zapytać.Czy...czyy..- Zaczął się jąkać.
- No mów! - Ponaglała go Sara.
- Czy zostaniesz moją dziewczyną!!- Krzyknął na całe gardło.
Autorka przeróbki by: Asia-Jammy
Szara zamrugała parę razy oczyma, nie mogła uwierzyć w to co słyszy. Chaka jej się oświadczył? Chyba to jest tylko sen. Stała na chwilę z otwartym pyszczkiem nie wiedziała co ma powiedzieć. Ale przecież tego chciała, chciała rozkochać w sobie przyszłego władcę Lwiej Ziemi, aby zaimponować tej wrednej Zuri, a kto wie może w przyszłości zostanie nową królową. Jej marzenie by się spełniło. Ta głupia lwiczka byłaby jej podwładną. Sara rozmarzyła się.
- Saro?- Pomarańczowy lewek spojrzał na przyjaciółkę.- Jaka jest Twoja odpowiedź?- Niecierpliwił się.
- Moja odpowiedź to TAK!!!!- Wykrzyknęła szczęśliwa Sara i przytuliła się do Chaki.
- To bardzo się cieszę. Jeszcze dziś powiadomię o tym moich rodziców.- Ucieszył się.
- Kocham cię.- Szepnęła szara i przytuliła się do lwiątka.
- Ja ciebie też.
I zostali tak przytuleni do siebie wpatrując się w niebieski nieboskłon pokryty złotymi gwiazdami.
Po kilku chwilach para zakochanych lwiątek zeszła ze szczytu Lwiej Skały. Chaka poinformował o tym zdarzeniu swoich rodziców. Kiara była bardzo zadowolona, bardzo lubiła Sarę. Następnego dnia mieli wszyscy udać się do rodziców lwiczki.

*

- I co braciszku?- Mateso przygniotła brata do ziemi.- Jestem silniejsza od ciebie.
- No i co?! Zadowolona!- Warknął, a jego poddani zaczęli się z niego śmiać. - Zamknąć się!
Stado dalej się z niego śmiało. Nigdy nie skrzywdziłby swojej młodszej siostry. Bardzo go zdenerwowała tym co do niego powiedziała. Wymusił na sobie uśmiech i siostra zeszła z niego.
- Może za kilka dni ich uwolnimy, ale jeszcze Ona musi wyciągnąć z niego wszystko co wie.- Powiedziała różowa.
- Myślisz, że ta Ona nas później nie zdradzi?- Zapytał po cichu.
- Znam ją od urodzenia, nie posunęła by się do tego. Wie jaka jest kara za zdradę.
- Jaka kara?- Zdziwił się lekko Jive.
- Śmierć!- Krzyknęła a ich stado opowiedziało im głośnym rykiem.

Mateso* z języka Suahili oznacza cierpienie.

~~~~

Witajcie kochani.

Przepraszam Was za tak długą przerwę na tym blogu od dwóch miesięcy nic się tutaj nie pojawiło. Mam taki plan, że częściej tutaj będę się pojawiać. Jak na razie zmieniłam szablon i niektóre obrazki w zakładce "Postacie" możecie do niej zaglądnąć. Kolejny post może pojawi się przed świętami, albo w czasie świąt. To trzymajcie się cieplutko i do następnego rozdziału. Zapraszam też na mój drugi blog www.czas-kiary.blogspot.com



środa, 13 sierpnia 2014

Rozdział 34 " Randka z księciem część 1"

Szara lwiczka spała tuż obok swojej matki. Była już prawie nastolatką.  Całymi dniami myślała o Księciu Lwiej Ziemi, który od dłuższego czasu nie pokazywał się u niej, bała się że lewek nie będzie chciał się z nią już dłużej spotykać. A ona czuła do niego coś więcej niż tylko przyjaźń, ale bała się mu o tym powiedzieć. Nastał słoneczny dzień. Matka lwiczki jak zwykle rano udawała się na polowanie, a brat szarej razem z ojcem wychodzili na lekcje ryczenia. Została więc w jaskini sama.
- Cześć - usłyszała znajomy głos to była Safi. - O czym tak rozmyślasz ?
- Ja? A mam kilka spraw. - Powiedziała szara i poprawiła swoją szarą grzywkę.
- A co tam słychać u Chaki?- Zapytała po chwili beżowa.
- A skąd mam wiedzieć!- Krzyknęła.
-A i tu jest problem!- Pisknęła Safi - To dlaczego do niego nie pójdziesz?
- Bo to On powinien przyjść pierwszy.- Stwierdziła szara.
- Ale "On" jest przyszłym królem.
- Ale ja go uratowałam!- Warknęła na Safi.
- Dobra! Może przestańmy o nim rozmawiać bo się pokłócimy.
- Masz rację sorki.
Lwiczki usiadły przed wejściem do jaskini i obserwowały przyrodę. Zbliżała się pora deszczowa, czyli coraz chłodniejsze dni i nudne przesiadywanie w jaskini.
- A jak tam twój brat Kesho?- Zapytała Safi
- Brat jak brat.- Odparła Safi. Co raz bardziej go nie lubiła. Całymi dniami musiała pilnować tego małego, a rodzice wychodzili wtedy na spacer. Czasami tęskniła za czasem kiedy to ona była najważniejsza i wszystko obracało się wokół niej. Gdyby tylko mogła uciekłaby od swojej rodziny i założyła swoje własne stado.
- Hej, hej?!!- Przed oczami beżowej pokazała się łapka szarej, która od dłuższego czasu machała nią.- Co się tak zawiesiłaś? Mówię i mówię co ciebie.- Zaśmiała się.
- Nie twój interes. Miałaś iść do tego księcia- Zdenerwowała się Safi.
- Co się ostatnio z tobą dzieje?- Spytała Sara.
- No wiesz, okres dorastania.- Prychnęła i udała się do swojej jaskini.
Sara siedziała jeszcze przed jaskinią, chciała iść do Chaki, ale bała się czy lewek będzie chciał się z nią bawić. Przecież powiedział, że wyśle kogoś z informacją że może przyjść. Wstała popatrzyła w niebo i ruszyła przed siebie.
- Aaa zaryzykuję. - Zaśmiała się.

*

- Hahaha - Zaśmiały się lwy, które znajdowały się w cuchnącej i zimnej jaskini. Beżowy lew stał dzielnie na łapach, musiał to jakoś wszystko przetrwać. Cały czas miał w głowie słowa szamanki Sheshru. Nie mógł pozwolić by jego mała siostra straciła przez niego życie.
- Kogo ja widzę. Makali syn Raman'y - Powiedział brązowy. Zeskoczył z tronu i podszedł do lwa.
- Tak to ja.- Odparł nie wzruszony.
- Widzę, że jesteś twardy.- Odwrócił się od Makal'iego i kopnął go tylnią łapą w brzuch.
Młody lew przewrócił się. Ból był nieznośny. Widział, że drugiemu osobnikowi to sprawia dużo frajdy znęcanie się nad słabszymi. Szybko wstał nie mógł pokazywać, że się boi.
- Sprawia ci to radość?- Zapytał wypluwając krew z pyska.
- Oooo tak, nawet nie wiesz jak bardzo. - Znowu uderzył obolałego lwa tym razem w policzek. młody ryknął z bólu. Szczerze miał już dość tego przesłuchania. A to był dopiero początek.
- Ok. Może na początek wystarczy.- Spojrzał na lwa jednym okiem. - Jesteś taki sam, jak twoja matka.
- Została zabita.- Odparł Makali.
- Oj jak mi przykro. Zasłużyła na śmierć- Lew zagryzł wargę.
- Jak śmiesz! Ty draniu! - Makali podbiegł do lwa i chciał go uderzyć.
- Zobaczcie jaki narwaniec.- Stary lew błyskawicznie chwycił łapę lwa, a drugą chwycił go za pysk. Przyciskając go  do siebie.- Słuchaj gówniarzu! Jakim prawem się tak do mnie odnosisz! Wlazłeś na mój teren bez zezwolenia!- Jiwe wyciągnął łapę w powietrze i walnął lwa w pysk, ten przekoziołkował parę metrów i przyłożył lewą łapę na prawe oko. Lała się z niego krew.
- I co? Dalej jesteś taki narwany!- Zawarczał ochrypłym głosem. - Gadaj po co tu przylazłeś, ze swoim stadem!
- Moja matka.- Zaczął młody. - Prosiła mnie o to przed śmiercią- Oko krwawiło coraz bardziej.
- Twoja matka?!- Lew widocznie nie maił ochoty słuchać o Ramanie, za każdym razem się denerwował. Znów podszedł do fioletowookiego lwa. Chwycił go za jego piękną grzywę i mocnym ruchem przyparł do ziemi. Następnie położył swoją łapę na jego głowie. - Przestań mówić o swojej matce. - Makali czół, że łapa zaciska się na jego głowie coraz bardziej.
- Jiwe wystarczy już tego.- Z najciemniejszego kąta w jaskini wyszła różowa lwica z magicznymi znakami na ciele. - Strażnicy wyprowadźcie go. I tak dzisiaj już nic nam nie powie. - Do Makal'iego podeszło dwóch strażników. Wyprowadzili młodego lwa.
- Masz dziś szczęście. - Powiedział jeden z nich wpychając beżowego do groty więziennej.  Lew upadł był zbyt obolały by mógł się podnieść.
- Braciszku! - Do leżącego lwa podbiegła Chokaa. - Co oni ci zrobili.
- Makali. Jetem z ciebie dumna.- Powiedziała Sheshru - Nie złamałeś się. Pokaż oko.
Lew odsłonił prawe oko, było całe zalane krwią. Nic na nie nie widział. Bał się, że może zostać niewidomy. Jego ciało drgało. Dostał wysokiej gorączki.
- Straże!!!!!!!- Zawołała Sheshru.- Przynieście mi z mojej jaskini, wszystkie leki.- Rozkazała.
- Nie wolno nam.- Odparł jeden.
- Martwy do niczego się wam nie przyda. Chcecie by zmarł?- Zapytała ich trochę ciszej.
- Masz rację, dobrze już pójdę.- Odparł drugi trochę mądrzejszy od drugiego.
- Uff. Trzeba szybko działać.- Powiedziała sama do siebie fioletowa lwica.

*
Tymczasem na Lwiej Ziemi

Sara maszerowała raźnym krokiem w kierunku Lwiej Skały, nie była pewna czy spotka tam młodego księcia.  On był taki przystojny i  te jego zielone ślepia,  każda lwiczka marzyła by to właśnie ona była tą jedyną. Gdy tak rozmyślała podczas marszu ktoś zaśmiał się z niej.
- Witaj Saro.- Usłyszała. A za drzew wyszła brązowa lwiczka z czarną grzywką opadającą na oczy. Była to Zuri. Sara glęboko westchnęła. Jeszcze jej tutaj brakowało.
- Cześć Zuri.- Odparła.
- A gdzie się to wybierasz?- Zapytała czarnooka.
- Nie twój zakichany interes!- Krzyknęła szara.
- Oj, oj ktoś się tu denerwuje.- Powiedziała naburmuszona.
- Nie mam ochoty z tobą rozmawiać. Cześć!- Rzuciła i odbiegła od rywalki.
- Coś się tu kroi. Muszę ją śledzić!- Powiedziała do siebie Zuri i pobiegła za szarą.
Nastoletnia lwica miała już jej dość, zawsze wtykała nos w nieswoje sprawy. Co to ją obchodzi z kim się spotyka i gdzie idzie. Podniosła łeb i jej ślepią ukazała się Majestatyczna skała. Ucieszona szybko do niej podbiegła i wdrapała się do środka.
- Dzień dobry!- Zawołała wchodząc do królewskiej jaskini.
- Witaj Saro!- Usłyszała głos matki księcia.
- Czy jest może Chaka?- Zapytała
- Wyszedł z ojcem na lekcje, ale jak masz czas to możesz zaczekać na niego.- Zaproponowała królowa.
Lwiczka zgodziła się i usiadła grzecznie w kąciku. Tak bardzo tęskniła za Chaką.

__________________

~ Jest wreszcie napisałam nowy rozdział na tym blogu. Trochę nie wyszedł, ale myślę , że może komuś z Was się spodoba.
~ Przepraszam, że nie dodałam obrazka w notce, ale nie znalazłam właściwego base do przeróbki.
~ Poszukuję osoby, która zrobiłaby dla mnie nagłówek.
~ Zapraszam na mój drugi blog www.czas-kiary.blogspot.com
~ To chyba tyle, do kolejnego rozdziału :)